touch-and-go blog
2008-08-14

Nie wierzę. Mój właśny blog mnie oszukał. Owszem, trochę zaniedbany, pajęczyny pod sufitem i kurz w kącie, ale jak już w końcu napiszę jakąś notkę, to naprawdę, Ty blogu niedobry Ty, nie widzę potrzeby samoistnego kasowania jej!
I teraz to mi już wena przeszła i nie chce mi się kolejny raz tego samego pisać.

skomentuj(2)
***

2007-08-04

Na tym terenie przez 24 godziny toczy się gra.


skomentuj(1)
***

2006-12-30

.żyję.


skomentuj(3)
***

2006-03-21

Dziwna rzecz. Myślałam, że stary, obleśny dziad, który w zeszłym roku śmiał mnie macać swoimi równie obleśnymi łapskami w autobusie, już nie żyje, bo od dłyższego czasu jeździłam spokojnie na uczelnie. Ani widu, ani słuchu o nim. A tu jeb! Wczoraj się zmaterializował przede mną. I znów trzeba mieć oczy wokół głowy.

A tak zupełnie przy okazji: żyję i jest mi w tym życiu całkiem przezajebiście.

skomentuj(13)
***

2006-02-11

Co za chujowy dzień! CHUJOWY! Nie umiem tego inaczej nazwać.

I jeśli chodzi o to, co właśnie przeżywam, to słowo "depresja" nie oddaje rzeczywistości nawet w 1/100.

skomentuj(9)
***

2006-02-09

Jedna sesja JUŻ zakończona. Nie powiem, żeby jej wyniki jakoś szczególnie mnie usatysfakcjonowały, ale widać tak musiało być. Grunt, że nie ma poprawek. I tym należy się cieszyć przede wszystkim. Końca drugiej sesji jeszcze nie widać. Przede mną 4 egzaminy, które wymagają zrobienia miejsca w mym małym móżdżku na przyswojenie dość obszernej wiedzy. Oraz siły, siły i jeszcze raz siły.
On mi tę siłę daje. Oraz wiarę nie tylko we mnie, ale w nas i we wszystko co się na tym świecie dzieje. On sprawia, że nic nie jest takie straszne, jakby się mogło zdawać, że będzie.

Pierwsza wzmianka o Nim.
W końcu chyba dorosłam i dojrzałam do tego, że prywatność jest czymś, co warto pielęgnować.

I znów nie mam zimowych ferii. Ani jednego dnia, ani pół, ani godziny. Ale to nic. Sama sobie ferie zrobię. Należy mi się kilka dni w górach. W Naszych górach. I o niczym innym nie marzę, jak już w tych górach być.

Ps. moje nowe odkrycie muzyczne: Jamie Cullum.
Koi i uspokaja.

skomentuj(2)
***

2006-01-22


Chyba mnie ta sesja trochę boli.


skomentuj(6)
***

2006-01-13

Po raz pierwszy w życiu byłam na pogrzebie osoby, której ciało zostało poddane kremacji. To strasznie dziwne widzieć jeszcze niedawno swojego sąsiada palącego papierosy na klatce, a chwilę później zdać sobie sprawę z tego, że jego już na tym świecie nie ma. NIE MA! W ogóle. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Jego ciało ogranicza się nagle do skrzynki pełnej popiołu. I płakałam bardziej niż jego własna rodzina. Choć tak naprawdę to za nim raczej nie przepadałam. Wiele pomógł mamie i mnie w wykonywaniu typowo męskich prac domowych, co nie zmienia faktu, że miał w sobie coś, co mnie nie odpowiadało. Nikt nie lubi pogrzebów, ale we mnie wywołują one wspomnienia, lęki i przeogromny smutek, którego nie umiem powstrzymać.

Dziś mam ogólnie jakiś taki dzień reflekcji. Właśnie skończyłam pisać pracę pt. "Dom jako przestrzeń pamięci". Zapewne większośc ludzi ode mnie z roku szukało domu zupełnie obcej osoby, który jest po prostu piękny i wart opisania ze względów czysto estetycznych. Ja skupiłam się na domu, który do pięknych na pewno nie należy, ale który wychował 5 pokoleń członków mej rodziny. W tym moją prababcie, która umarła właśnie w tym domu mając 105 lat i mnie, która od pierwszych dni swego życia baraszkowała w tym samym pokoju, w którym stało jej łóżko, po podłodze. Co za różnica lat i doświadczeń. I uświadomiłam sobie, że to były niezwykle miłe dni, gdy mając 5 lat ganiałam kury po podwórku i nic innego poza tym, jak złapać kurę, nie było problemem. Takie beztroskie życie dziecka, dla którego świat ogranicza się do tego co tu i teraz.

skomentuj(3)
***

2005-12-31

Ilekroć myślę o sylwestrze, przypomina mi się prastara notka Filcowej na temat tego wydarzenia. Że dlaczego to w ogóle trzeba świętować, dlaczego zimą itp itd. Sama nie wiem i od lat uważam, że to beznadziejna noc.
Straszne w tym roku było zamieszanie, pełno planów a zarazem plany zerowe i z tego wszystkiego wyszła impreza u mnie w domu. Mała, kameralna i na wałsnych śmieciach. Suuuuper...
Przynajmniej z domu nie muszę wychodzić z łopatą, by przedrzeć się przez śniegi mej prowincji.

Wiem, że nie będzie to impreza mojego życia, ale jestem przekonana, że ten wieczór spędzę w doborowym towarzystwie.

A Wam moi mili, życzę tego, o czym marzycie wieczorami przed snem. I życzę Wam tego niezależnie od tego jak sprośne czy też mało wykonalne to jest. W końcu to Wasze marzenia! No, to do siego!

skomentuj(3)
***

2005-12-23

WESOŁYCH ŚWIĄT



1. Afrikaans : Gesëende Kersfees
2. Afrikander : Een Plesierige Kerfees
3. African/ Eritrean/ Tigrinja: : Rehus-Beal-Ledeats
4. Albanian : Gezur Krislinjden
5. Arabic : Idah Saidan Wa Sanah Jadidah
6. Argentine : Feliz Navidad
7. Armenian : Shenoraavor Nor Dari yev Pari Gaghand
8. Azeri : Tezze Iliniz Yahsi Olsun
9. Bahasa Malaysia : Selamat Hari Natal
10. Basque : Zorionak eta Urte Berri On!
11. Bengali : Shuvo Naba Barsha
12. Bohemian : Vesele Vanoce
13. Brazilian : Boas Festas e Feliz Ano Novo
14. Breton : Nedeleg laouen na bloavezh mat
15. Bulgarian : Tchestita Koleda; Tchestito Rojdestvo Hristovo
16. Catalan : Bon Nadal i un Bon Any Nou!
17. Chile : Feliz Navidad
18. Chinese : (Cantonese) Gun Tso Sun Tan'Gung Haw Sun
19. Chinese : (Mandarin) Kung His Hsin Nien bing Chu
Shen Tan
20. (Catonese) : Gun Tso Sun Tan'Gung Haw Sun
21. Choctaw : Yukpa, Nitak Hollo Chito
22. Columbia : Feliz Navidad y Próspero Año Nuevo
23. Corsian : Pace e salute
24. Crazanian : Rot Yikji Dol La Roo
25. Cree: : Mitho Makosi Kesikansi
26. Croatian: : Sretan Bozic
27. Czech: : Prejeme Vam Vesele Vanoce a stastny Novy Rok
28. Danish: : Glædelig Jul
29. Duri: : Christmas-e- Shoma Mobarak
30. Dutch: : Vrolijk Kerstfeest en een Gelukkig Nieuwjaar!
31. English: : Merry Christmas
32. Eskimo: : (inupik) Jutdlime pivdluarit ukiortame
pivdluaritlo!
33. Esperanto: : Gajan Kristnaskon
34. Estonian: : Ruumsaid juulup|hi
35. Faeroese: : Gledhilig jol og eydnurikt nyggjar!
36. Farsi: : Cristmas-e-shoma mobarak bashad
37. Finnish: : Hyvaa joulua
38. Flemish: : Zalig Kerstfeest en Gelukkig nieuw jaar
39. French: : Joyeux Noel
40. Frisian: : Noflike Krystdagen en in protte Lok en Seine
yn it Nije Jier!
41. Galician: : Bo Nada
42. Gaelic: : Nollaig chridheil agus Bliadhna mhath ùr!
43. German: : Froehliche Weihnachten
44. Greek: : Kala Christouyenna!
45. Hausa: : Barka da Kirsimatikuma Barka da Sabuwar Shekara!
46. Hawaiian: : Mele Kalikimaka
47. Hebrew: : Mo'adim Lesimkha. Chena tova
48. Hindi: : Shub Naya Baras
49. Hausa: : Barka da Kirsimatikuma Barka da Sabuwar Shekara!
50. Hawaian: : Mele Kalikimaka ame Hauoli Makahiki Hou!
51. Hungarian: : Kellemes Karacsonyi unnepeket
52. Icelandic: : Gledileg Jol
53. Indonesian: : Selamat Hari Natal
54. Iraqi: : Idah Saidan Wa Sanah Jadidah
55. Irish: : Nollaig Shona Dhuit, or Nodlaig mhaith chugnat
56. Iroquois: : Ojenyunyat Sungwiyadeson honungradon nagwutut. Ojenyunyat osrasay.
57. Italian: : Buone Feste Natalizie
58. Japanese: : Shinnen omedeto. Kurisumasu Omedeto
59. Jiberish: : Mithag Crithagsigathmithags
60. Korean: : Sung Tan Chuk Ha
61. Latin: : Natale hilare et Annum Faustum!
62. Latvian: : Prieci'gus Ziemsve'tkus un Laimi'gu Jauno Gadu!
63. Lausitzian: : Wjesole hody a strowe nowe leto
64. Lettish: : Priecigus Ziemassvetkus
65. Lithuanian: : Linksmu Kaledu
66. Low Saxon: : Heughliche Winachten un 'n moi Nijaar
67. Macedonian: : Sreken Bozhik
68. Maltese: : IL-Milied It-tajjeb
69. Manx: : Nollick ghennal as blein vie noa
70. Maori: : Meri Kirihimete
71. Marathi: : Shub Naya Varsh
72. Navajo: : Merry Keshmish
73. Norwegian: : God Jul, or Gledelig Jul
74. Occitan: : Pulit nadal e bona annado
75. Papiamento: : Bon Pasco
76. Papua New Guinea: : Bikpela hamamas blong dispela Krismas na Nupela yia i go long yu
77. Pennsylvania German: : En frehlicher Grischtdaag un en hallich Nei Yaahr!
78. Peru: : Feliz Navidad y un Venturoso Año Nuevo
79. Philipines: : Maligayan Pasko!
80. Polish: : Wesolych Swiat Bozego Narodzenia
81. Portuguese: : Feliz Natal
82. Pushto: : Christmas Aao Ne-way Kaal Mo Mobarak Sha
83. Rapa-Nui (Easter Island): : Mata-Ki-Te-Rangi. Te-Pito-O-Te-Henua
84. Rhetian: : Bellas festas da nadal e bun onn
85. Romanche: : (sursilvan dialect): Legreivlas fiastas da Nadal e bien niev onn!
86. Rumanian: : Sarbatori vesele
87. Russian: : Pozdrevlyayu s prazdnikom Rozhdestva is
Novim Godom
88. Sami: : Buorrit Juovllat
89. Samoan: : La Maunia Le Kilisimasi Ma Le Tausaga Fou1. Hristos se rodi
90. Slovakian: : Sretan Bozic or Vesele vianoce
91. Sami: : Buorrit Juovllat
92. Samoan: : La Maunia Le Kilisimasi Ma Le Tausaga Fou
93. Scots Gaelic: : Nollaig chridheil huibh
94. Serb-Croatian: : Sretam Bozic. Vesela Nova Godina
95. Serbian: : Hristos se rodi. Singhalese: Subha nath thalak Vewa. Subha Aluth Awrudhak Vewa
96. Slovak: : Vesele Vianoce. A stastlivy Novy Rok
97. Spanish: : Feliz Navidad
98. Swedish: : God Jul and (Och) Ett Gott Nytt År
99. Tagalog: : Maligayamg Pasko. Masaganang Bagong Taon
100. Tamil: : Nathar Puthu Varuda Valthukkal
101. Trukeese: : (Micronesian) Neekiriisimas annim oo iyer seefe feyiyeech!
102. Thai: : Sawadee Pee Mai
103. Turkish: : Noeliniz Ve Yeni Yiliniz Kutlu Olsun
104. Ukrainian: : Srozhdestvom Kristovym
105. Urdu: : Naya Saal Mubarak Ho
106. Vietnamese: : Chung Mung Giang Sinh
107. Welsh: : Nadolig Llawen


skomentuj(1)
***

2005-12-09

Jak to jest możliwe, że ten czas tak szybko leci? Jeszcze nie tak dawno temu były wakacje, a właściwie już ich koniec, a ja stałam w deszczy i płakałam. Było prawie jak w filmie. A teraz jest już grudzień, niebawem święta. I wszystko się diametralnie zmieniło. Zamiast płakać, wolę się uśmiechać.
Znów tak wszystko z zaskoczenia. Dlaczego sprawy przybierają zazwyczaj naj mniej oczekiwany obrót? Nigdy bym się nie spodziewała rzeczy, które teraz mają miejsce. Widać do optymistki jest mi raczej daleko.

I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jakieś moje dziwne wewnętrzne lęki, które nie są do końca uzasadnione, ale gdzieś we mnie siedzą i nie mogę się ich wyzbyć.

Czas pokaże.

Póki co, jest jeden zasadniczy problem: co komu na gwiazdkę powinien św mikołaj dać. To tylko ja, czy wszystkim świąteczne zakupu niekiedy spędzają sen z powiek?

skomentuj(10)
***

2005-12-06

a wiecie jak jest? o taaaaaaaaak jest! jest taaaaaaaaaaak właśnie ślicznie!

a ten deszcz to pada na wszystkich tylko nie na mnie :)

skomentuj(4)
***

2005-11-26

Kupa twierdzi, że w końcu mój blog przestanie być pełen żalu do świata i stanie się pełen różowych serduszek.

Jest to lekką przesadą, a nawet sporą, ale nie ma się co oszukiwać. Nie jest źle. Jest raczej bardzo dobrze.
I gdy ja stanę się idealna to będzie wszystko idealnie.

Czy to nie zastanawiające, że ludzi, których na początku zeszłego roku szczerze nie lubiłam, teraz nazywam swoimi przyjaciółmi? I to z nimi robi się w nocy najlepszą lazagne na świecie. I to oni jedzą sushi z dużą ilością Wasabi tylko dlatego, że to fajnie piecze.

Co zaś do przyjaciół tych najlepszych. Tych od dawien dawna, tych na dobre i na złe... Tej dwójki, która była, jest i będzie, to uważam są oni w swej głupocie naprawdę uroczy. I są otwarci i nigdy nie siedzą cicho w kącie i od razu każdy ich kocha. I ja ich za to kocham również.

A tak poza tym to jestem niezwykle szczęśliwa i czuję, że na własnych barkach mogę udźwignąć cały świat. Albo i więcej!

skomentuj(4)
***

2005-11-14

Nie wymagam pod tą notką komentarzy. Zasadniczo, to jeśli ktoś ma po jej przeczytaniu pisać, ja lubię to, a ja tamto, to lepiej niech sobie daruje, bo tu wcale nie o to chodzi.

Nie mam tendencji do krytykowania ludzkich przekonań, a przynajmniej nie robię tego jawnie, prosto w twarz, bo przecież każdy może uważać co chce, ale jest taka jedna rzecz, takie moje przekonanie, czy też postawa, której będę bronić za wszelką cenę i uzmysławiać "przeciwnikowi", jak bardzo mylny jest jego światopogląd.

Do czego zmierzam? Czytam książkę Anny Bikont "My z Jedwabnego". Może czytam, to zbyt wielkie słowo. Właściwie dopiero co zaczęłam. Niezmienia to jednak faktu, że już dłonie same zaciskają mi się w pięści. Nie z powodu ujęcia problemu, ale z powodu samego w sobie PROBLEMU!
Od razu przypomina mi się nasze pierwsze etnologiczne wyjście na piwo. To chyba był drugi tydzień studiowania. Mieliśmy się poznać, pogadać. Mnie przyszło siedzieć obok pewnej koleżanki, która usłyszawszy, że całe wakacje pracowałam w dzielnicy żydowskiej w UK, oznajmiła z dumą, że jest antysemitką (tu przy okazji należałoby rozpatrzyć kwestię tego, jak człowiek o tak wąskich horyzontach może studiować właśnie etnologię, ale to póki co przemilczę). Oburzyłam się, owszem, ale słowem spokojnym uzmysłowiłam jej, że ten cały jej antysemityzm jest tak bezsensowny, że mnie krótko mówiąc aż się rzygać chce. Na moje pytanie, czy miała kiedykolwiek do czynienia z Żydami, powiedziała mi, że jej babcia znała i mówiła, że są straszni... To tak jakby mnie ktoś zapytał, czy znam Krysie, a ja bym powiedziała, że nie, ale mojej kuzynki koleżanki siostra zna i jej nie lubi więc ja też jej lubić nie będę. Co się z tymi ludzmi dzieje? Po mojej uwadze, że takie myślenie jest na poziomie dziecka z przedszkola zaczęła coś mówić, że tak, ma koleżankę Żydówkę. Baardzo ortodoksyjną. Więc ja, brnąc dalej w temacie, zaczęłam wypytywać, czy jako "baaardzo ortodoksyjna" Żydówka koleżanka robi to, czy tamto, i to biedne dziewcze z etnologii na wszystkie pytania odpowiadała, że TAK. Szkoda tylko, że na 99% mych pytań powinna odpowiedzieć NIE. Bo większość rzeczy, o które pytałam, Żydom ("baaardzo ortodoksyjnym") nawet do głowy przyjść nie powinny. To, że ona w sumie jej nie zna, że to tamto. I w zasadzie stwierdziłam, że ta rozmowa nie ma sensu, bo ja sie tylko irytuję, a ona robi z siebie głupszą niż w rzeczywistości jest.

I tak to właśnie z ludźmi bywa, że oceniają, krytykują i na około obwieszczają swe negatywne nastawienie, podczas gdy tak naprawdę, to nie wiedzą co, kiedy i dlaczego. Niby "inni ludzie są inni" ale zasadniczo...? Zasadniczo jestem zdania, że jednak jesteśmy tacy sami. Te wszystkie antysemityzmy i rasizmy strasznie mnie bolą. Boli mnie ludzka głupota i postrzeganie (a zarazem i krytykowanie) ludzi w zależności od ich rasy. I boli mnie, że rozwijamy się technicznie, że mamy Unię Europejską, że mamy Nato, że jest Eurowizja i wycieczki zagraniczne, że są książki dzięki którym można poznać kulturę obcych nam narodów, a jednak mimo wszystko niektórzy wciąż postrzegają świat i ludzi, którzy tak samo jak ja, mają dwie nogi, dwie nogi, głowę i mózg, jako kogoś gorszego.

Moja mama ma przeprowadzić dla dzieci w szkole lekcję na temat tolerancji i moim zdaniem powinna poruszyć nie tylko problem braku tolerancji dla ludzi upośledzonych fizycznie, ale także psychicznie. Bo antysemitów i rasistów nazwałabym właśnie upośledzonymi w ten sposób.

Eh, poruszyło mnie to wszystko.

skomentuj(7)
***

2005-11-05

Nie wiem czemu, ale niezwykle irytują mnie ludzie, którzy wychodzą co weekend i w tygodniu ze swoimi znajomymi i jedynie siedzą pokazując światu "jakiego mają doła". Myślałam, że taki ekshibicjonizm emocjonalny i skupianie na sobie uwagi poprzez okazywanie swych złych humorów jest domeną 15-sto latek, ale widać nie...
I siedzi 10 osób roześmianych, rozgadanych i ta osoba jedna, jedyna, która patrzy gdzieś w głąb sali i rozmyśla o tym świecie okrutnym i niesprawiedliwym. Więc wszyscy zaczynają pytać "co ci jest", mówić "nie smuć się" bla bla bla. I tak kilka razy w tygodniu. Strasznie mnie to irytuje.
Tak, taka oto właśnie jestem nietolerancyjna dla ludzkich smutków.

Nie, nieprawda. Jestem pełna współczucia, matka teresa, do rany przyłóż... ale są pewne granice. i tyle.

a mnie się marzy kojeny tatoo.

skomentuj(9)
***

2005-10-30

Matka moja rodzicielka, ostatnio w miejscu publicznym, śmiała do mnie powiedzieć po imieniu. Znaczy się rzekła "Dominiko"! To doprawdy przechodzi ludzkie pojęcie! Tak mi "Dominikowała" i "Dominikowała" a ja nic. Reakcja zerowa. No bo żeby tak przy ludziach? "Dominiko"? Dziwne to.

A w ogóle to ja się starzeję. Sypię się. Łupie mnie. Skrzypi mi.
I myslę sobie, że ten kto wymyślił rajstopy, chyba bardzo musiał nie lubić kobiet! O tak!

skomentuj(4)
***

2005-10-21

Przysięgam, że któregoś dnia zwariuję! Co więcej, moja damska intuicja, czy inne tego typu cudo, podpowiada mi, że będzie to całkiem niebawem. Mam wszystkiego dość. Wracam do domu i wyglądam jak zdjęta z krzyża. Na fryzjera mnie nie stać, na buty mnie nie stać, na nowe conieco mnie nie stać, a mogłoby, bo to "niestanie" sprawia, że czuję się wyjątkowo mało efektownie. I w ogóle jakoś tak nie bardzo. A sprawa wygląda tak, że pieniądze, które od tego roku miały do mnie wpływać z każdej strony wielkim strumieniem, nie wpływają nawet małym ciurkiem. Życie to jednak bywa jakby nie do końca takie, jakie powinno być.

Poza tym jest wszystko jak najbardziej ok i chyba czas zagłębić się w me śliczne miasto i wyruszyć na jego podbój w iście etnologicznym towarzystwie.

Tyle.

skomentuj(7)
***

2005-10-18

Dlaczego szwedzki tuńczyk produkowany jest w Tajlandii?

hmm...

skomentuj(2)
***

2005-10-13

Moim skromnym zdaniem, film "wichrowe wzgórza" to trochę kicha. Jestem niezwykle zawiedziona. NIEZWYKLE! Zupełnie tak, jak po obejrzeniu fragmentu (bo więcej nie zdzierżyłam) "Lotu nad kukułczym gniazdem". Czemu ekranizacje takich klasycznych dzieł w ogóle nie oddają treści książki? Wichrowe wzgórza, owszem, zrobione profesjonalnie itepe itede, no ale ponad połowa wątków została pominięta. I wcale nie widać tego, że Heathcliff od małego dziecka był zbuntowany i absolutnie nieprzystosowany do życia między ludźmi, a przy okazji był poniewierany przez Hinley'a. I wcale nie widać, że Hindley tak dużo pił. I nie widać, że Linton był rozpieszczonym bachorem, który na wszystko narzekał. Chyba przestanę oglądać filmy... bo tylko się niepotrzebnie denerwuję. Ot co.


Kiedy wakacje?

skomentuj(11)
***

2005-10-08

Dziś usłyszałam, że dużo osiagnęłam w życiu, jak na kogoś, kto ma zaledwie 20 lat...
A ja myślę wręcz przeciwnie.

skomentuj(5)
***

2005-09-13

Wróciłam. Jutro znów wyjeżdżam.
A kiedy wakacje?
Eh...

skomentuj(5)
***

2005-07-04

Walizka spakowana. Gdybym miała w tym roku lecieć samolotem, to musiałabym chyba dopłacić milion euro za nadbagaż. Potrzebuję szacownego pana Murzyna pełniącego funkcję tragaża...
Koszmar.

Tym czasem, borem, lasem, żegnam się z szanownym towarzystwem i do przeczytania kiedyś tam w dalekiej (lub bliskiej) przyszłości!

Ahoj drużyno!

ps. Szam... życzę udanego koncertu i pomyślnych egzaminów na studia! :)

skomentuj(9)
***

2005-07-03

No i co? WAKACJE!
W końcu upragnione wakacje. W zasadzie, to trochę głupio, bo jakoś mi tak nudno bez nauki i pusto bez książek w pokoju, ale chyba dam sobie radę!
W dniu wczorajszym ostatecznie zakończyłam sesję, z której to tak nawet jakoś dumna jestem. To znaczy z jej wyników.
A dziś, tak żeby mojej osobistej tradycji stało się zadość, znów miałam problem z uzyskaniem do indexu wpisu z angielskiego. Zupełnie jak w zeszłym semestrze... burdel na Wyższej Szkole Hamowania Edukacji zaczyna mnie już porządnie irytować...

Czas zabrać się za prasowanie, pakowanie, upychanie itp.
Wtorkowy wyjazd leciutko mnie przeraża... nawet może bardziej niż leciutko. Bo ja to lubię mieć tak wszystko dopięte na ostatni guzik. Tzn. może nie tyle dopięte, ale mieć jakies podstawy zaplanowane, choćby nocleg... a tu wszystko wisi na włosku. I w zasadzie nie ma się oczywiście czym stresować, ale funty to nie jabłka i na drzewie nie rosną, więc mój budżet jest poważnym ograniczeniem. No ale zobaczymy jak to będzie...

Jeśli chodzi o ostatnie dni, to jeszcze taka drobna uwaga:
Wbrew powszechnemu myśleniu: zakupy wcale nie poprawiają humoru! Nie wszystkim kobietom! Nie mnie! Szczególnie jeśli chodzi o ubrania, bo jedno za duże, jedno za małe i się tylko człowiek stresuje!
Po drugie: podpici rodzice bywają jeszcze bardziej żenujący niż ich podpite dzieci :]

Ps. Gdyby ktoś tak poczuł chęć napisania do mnie maila w czasie, gdy będę odbywać swe zagraniczne wojaże, to zapraszam TYLKO I WYŁĄCZNIE na do.mi@gazeta.pl.
Dziękuję.

skomentuj(1)
***

2005-06-26

W ogóle to całkiem śmieszna sprawa, bo we wtorek jestem umówiona z młodzieńcem, który nie dość, że na imię ma Dominik, to urodził się tego samego dnia co ja...
Wierd :]

skomentuj(10)
***

2005-06-24

Ponieważ telewizja już dawno przestała być w obrębie moich zaintersowań, a poza tym sesja nie sprzyja jej oglądaniu, to zasysam muzę z Emula jak szalona i rozwijam się muzycznie. Zwariowałam ostatnio na punkcie najnowszego Greeen Day. Kosmos. Hot Hot Heat - Elevator ojjj mniam. Najnowszy Jamiroquai daje radę całkiem nieźle i z takich bardziej softowych brzmień to miło pieści ucho Amerie i Daniel Powter. No i najnowsze Oasis także, owszem, również. I Goriillaz - Demon Days i Faithless - No roots i Fatboy Slim - Palookaville. Te trzy ostatnie to tak z lekkim poślizgiem zaczęłam przesłuchiwać, choć już jakiś czas mi gniją na dysku, ale teraz nadrabiam zaległości i odpływam.

Ale niekwestionowanym hitem ostatnich dni jest... tudum... Snoop Dogg Feat Charlie Wilson & Justin Timberlake - Signs.mp3 ;]
O plis! Haw mersi!
Pozwolę sobie zauważyć, że w UK wszystkie imprezy z gównianą muzyką będą moje! Muszę się tam wyszaleć, bo tu oczywiście nie mam z kim! I brata będę ciągnąć za brodę... a nie, brodę zgolił... no tak czy inaczej, będę go ciągnąć, choć on nie będzie chciał... bałns bejbi, bałns!

But you ain't have that Snoop Doggy Dogg Style...

Egzamin jutro mam, nie?
No.

A żaliłam się już, że płaczę po nocach, bo nie mogę jechać na Open'er Festival? O jak ja płaczę!


skomentuj(2)
***

2005-06-23

W planowaniu to ja jestem tak drobra, jak przy rozwiązywaniu zadań z fizyki. Geniusz.
Urodziny świętowałam, a i owszem. Mam delikatne luki w pamięci, pewne niepokoje ogarniają mą zszarganą psychikę i zachodzę w głowę, jak to możliwe, że ja taka głupia jestem. Czego ja na tej imprezie nie robiłam, to naprawde... szkoda słów! Wciąż nie mogę dojść do logicznych wniosków na temat tego, czemu tak skromna ilość alkoholu, tak skutecznie powaliła mnie z nóg... ale w zasadzie, czy to ważne? Wyświętowałam co powinnam i git! Szkoda tylko, że następnego dnia musiałam zasuwać z wsi pod Łodzią na zaliczenie pewnego nieciekawego kolokwium. Nie zrozumiałam żadnego z pytań, nie mogłam się nawet skupić na ruchu warg mystera magistera N. który to siedział obok mnie. Wyglądałam jak zdjęta z krzyża i czułam się tak jakbym odległość z podłódzkiej wsi na uczelnie pokonała wleczona za jakąś bryczką konną, jadącą po wielkich wybojach.
Z perspektywy tego dość krótkiego czasu stwierdzam jednak, że ta zapiekanka jedzona po kolokwium, to wcale nie był dobry pomysł. Czując później me rewolucje żołądkowe, pożałowałam każdego jej kęsa.
Kaca leczyłam do godziny 21 dnia wczorajszego. Straszne męki przeżywałam. Myślę, że poza zapiekanką, wpływ na moje okropne samopoczucie miał fakt, że w czasie powrotu do domu popsuł się autobus i ja z bulgoczącą zawartością żołądka musiałam zasuwać hektary i kilometry wokół cmentarza żeby dojść na następny przystanek. Koszmar i padaka w jednym. Dziś co prawda, po przebudzeniu zastanawiałam się, czy tak naprawdę było, czy to tylko jakiś sen. Było jednak naprawdę i nic już na ten temat nie mam do powiedzenia.
W ogóle to staczam się... staczam przeokrutnie, ALE!...
ale myślę sobie, że czasem można i że raz na jakiś czas mi się należy. Dlatego też wyrzutów sumienia nie mam. Nie czuję się zażenowana swym krytycznym zachowaniem i tym, że my, razem, wczoraj... chryste panie, bez komentarza. Urodziny w końcu miałam, tak? No!
Co zaś do planowania wspomnianego na poczatku, to wczoraj wcale nie czciłam z etnologią zakończonej sesji, bo przecież w takim stanie, jak byłam, to nawet nie było najmniejszych szans.

skomentuj(11)
***

2005-06-19

Do końca tej karkołomnej sesji pozostał mi jeden etnologiczny egzamin z tych w rodzaju "ojaciępierdolę"! Wyszło tak, a nie inaczej, że ma on miejsce w me urodziny, tak więc pomyślałam sobie, że fajnie całkiem, w ogóle bomba, git... opiję i jedno i drugie (oczywiście od tego czy zdam, będzie zależna forma mego picia - na wesoło lub na smutno). I później miałam w planach następnego dnia opijać z ludźmi z roku koniec sesji, a później leczyć kaca, póki nie pojawi się następna opcja alkoholowego sponiewierania się, ale... cały mój plan legł w gruzach!
Okazuje się bowiem, że dzień po mych urodzinach mam zaliczać kolokwium na dziennikarstwie. Mam nadzieje, że myster magister nie będzie miał mi za złe alkoholowego odoru i chwiejnego kroku. Wieczorem oczywiście opijam sesję (i dodatkowo kolokwium) więc tu plan się trzyma pionu, ale chyli się ku upadkowi moje długoterminowe leczenie kaca, bo w sobote mam egzamin, w zasadzie też z tych "ojaciępierdolę". No i wał... trzeba będzie się uczyć. Później tak dla sportu, w poniedziałek też mam egzamin i w środe zaliczenie. A na końcu ja umieram i tak się kończy ta opowieść.

Ps. potrzebuję drobnych korepetycji z PageMakera. Ktoś się czuje na siłach?


skomentuj(2)
***

2005-06-18


Życie to nie bajka,
Miriam ma dwa jajka.


skomentuj(2)
***

2005-06-16

Koleżanka od Caritasu dostała 57 litrów mleka, 20 kilo mąki i 10 kilo ryżu. I ja sobie teraz to mleko piję. Niby z Caritasu, a całkiem normalne.
I myślę sobie, że chyba lepiej, gdybym ja zawsze piła mleko. Bo gdy piję alkohol, to za dużo można ode mnie informacji wyciągnąć. Właściwie to nie trzeba nic wyciągać. Jak wpadnę niekiedy w rytm to sama mówię. Nie zawsze na szczęście, ale zdarza się. Od tak, po prostu. Siedzę i mówię. Nie, nie o innych. Żadne tam wyjawianie cudzych sekretów. O sobie mówię. A to wcale nie jest potrzebne. Taka moja teoria. Bo w zasadzie, to ja chyba tego nie lubię.

I wyszło tak, a nie inaczej, że egzaminów etnologicznych pozostało cały jeden! Jeden egzamin tu, kilka tam i koniec. Sjesta, wakacje i drinki z parasolką (mleko z parasolką?). I w zasadzie to ja już nie wiem, czy jestem po prostu genialna, czy w czepku urodzona, czy głupi ma zawsze szczęście. Bo choć nie mam pojęcia, co to bilateralizacja i w egzaminacyjnym stresie nawet płynnie nie umiem tego słowa wymówić, to dałam radę. O, taka jestem! Też mi sztuka dostać 5 z pytań o jakiejś absurdalnie banalnej antropogenezie, grupach etnicznych, czy językach świata. To jest pryszcz na brodzie! Pikuś tak zwany! Mówić o pokrewieństwie (bo ta bilateralizacja to niby właśnie z pokrewieństwa) do specjalisty w tej dziedzinie, nie wiedzieć nic i dostać 4, to jest sukces. Czekam na czerwony dywan przed uczelnią. Inaczej sobie tego nie wyobrażam.

A teraz dla odmiany przyswajam wiedze na temat obróbki kamienia i gliny, czy też wici i włókna, ewentualnie kruszczów. Polecam, lektura niezwykle pasjonująca. Co kilka zdań trzeba zrobić kontrolną rundkę po mieszkaniu, żeby sprawdzić, czy wciąż się żyje, czy już może raczej nie do końca.

Chyba zjem rybę z surówką.

skomentuj(10)
***

2005-06-11

Bo życie to ogólnie jest jak para butów. Gdy stoją na wystawie, to strasznie chce się je mieć. Później nadchodzi taka chwila, gdy człowiek może je kupić i jest niezwykle szczęśliwy. Tyle, że okazują się być niewygodne, uwierają, robią się odciski... ktoś, kto na nas patrzy myśli sobie, że te buty są idealne, a my, chodząc w nich, ich po prostu nienawidzimy. Ale coś nam mówi, że może one się wyrobią, przystosują jakoś do stopy, więc dalej je zakładamy i przeżywamy męki. Tyle, że te buty to tylko śliczna tandeta i one nigdy nie będą tak wspaniałe, jak inni myślą, że są. Oczywiście można czekać, zbierać pieniądzę i kupić sobie coś naprawdę drogiego i porządnego, ale człowiek jest zachłanny i kupuje to, co wydaje mu się być doskonałe w danej chwili. I choć wie, że dokonał złego wyboru, to łudzi się, że te buty któregoś dnia staną się kolejnym cudem świata. Ale tak nigdy nie jest.

Tak to właśnie z tym życiem i butami jest.

skomentuj(5)
***

book
login
@

2bad4you
animus
auris
bida
chloe
cyrk
dotee
einsamkeit
etnoblog
gadu-gadu
kupa
magoo
peep
pudeleczko
scarabee
szam frej
żurek




made by: bank-spermyfor touch
pixx: deviant.art